Tata po stracie – cichy bohater

Strata nienarodzonego dziecka dotyka nie tylko kobiety, ale też mężczyzn. Nie można o tym zapominać! Mężczyzna w tym trudnym doświadczeniu jest w dwóch rolach. Z jednej  strony jest osobą najbliższą, współtowarzyszącą kobiecie, która straciła nienarodzone dziecko. Z drugiej strony sam jest rodzicem, który doświadczył utraty. W dzisiejszym dniu, kiedy obchodzimy Dzień Ojca, pragniemy poruszyć temat doświadczenia utraty z perspektywy mężczyzn, aby głos ojców po stracie stał się dziś bardziej zauważalny w społeczeństwie.

Kiedy radość i oczekiwanie zostają nagle przerwane, mężczyzna stara się być silny. Stara się jak najlepiej tylko umie otoczyć troską matkę swojego dziecka. Jej emocje i stan zdrowia są dla niego najważniejsze. Jednak to nie znaczy, że mniej cierpi, on również przeżywa w swym sercu stratę i opłakuje swoje zmarłe dziecko.

W naszej fundacyjnej pracy częściej mamy kontakt z kobietami. Ale ojcowie również się do nas zgłaszają. Udało się mi zapytać kilku z nich o to, jak wyglądało ich doświadczenie.

Dla Krzysztofa najważniejsza była żona i jej stan zdrowia. Kiedy dowiedział się o poronieniu, nie ukrywał swoich łez. W szpitalnym prosektorium po raz pierwszy mógł zobaczyć swoje dziecko. To właśnie wtedy podjął walkę, że zrobi wszystko, co tylko może dla swojego dziecka.

„Miałem poczucie misji, chciałem o wszystko zadbać sam, załatwić wszelkie formalności. To było działanie punkt po punkcie, aż do pogrzebu. Wszystko robiliśmy sami. Sami owinęliśmy drobne ciałko naszej córeczki i ułożyliśmy je w białej trumience. Tak jak rodzice na rękach przynoszą swoje dziecko do kościoła, prosząc o chrzest, tak ja zaniosłem jej trumnę przed ołtarz z wewnętrznym przekonaniem, że ona już tam jest – tam, gdzie my jeszcze zmierzamy. Składając trumnę z córką do grobu, miałem świadomość, że jest to ostania posługa, którą mogę dla niej zrobić. Wiedziałem, że zrobiłem wszystko, co tylko można było zrobić, aby godnie pożegnać nasze dziecko. Zaakceptowałem naszą utratę. Teraz już tylko najważniejsza dla mnie była ona – moja żona. Wiedziałem, że teraz dla niej najważniejsza będzie moja obecność i siła”.

Michał zapytany oto kiedy poczuł się ojcem, odpowiedział:

„Chyba tak naprawdę jak było już po wszystkim. Jak dowiedziałem się, że Magda jest w ciąży, przeżywałem to ze spokojem i dystansem. Może to normalne, że mężczyźni nie przywiązują się od razu tak emocjonalnie? Cieszyłem się, ale bardziej zastanawiało mnie to, co jeszcze chciałbym załatwić przed narodzinami naszego dziecka. Kiedy dostałem telefon od żony, że jedzie do szpitala, ponieważ lekarz powiedział, że ciąża zatrzymała się i serduszko przestało bić – rzuciłem wszystko. Kiedy było już po wszystkim, zaczęliśmy zadawać pytania: dlaczego tak się stało? jakie badania trzeba zrobić? itp. Na początku położna cierpliwie odpowiadała, ale kiedy powiedziałem, że chcemy pochować nasze dziecko, od razu się wzburzyła, że po co to nam, dlaczego chcemy zapewniać sobie taką traumę, nie my jedni nie ostatni i że przecież to tylko kilka tkanek. Wtedy nie wytrzymałem i pękłem. Stanowczo przeciwstawiłem się, krzycząc do położnej, że nie ma prawa mówić tak o moim dziecku i to my jesteśmy rodzicami, i to my podejmiemy decyzję, a nie ona! Wtedy poczułem się ojcem tak na 100%. Najważniejsze dla mnie było to, że zawalczyłem o poszanowanie godności (jak się później okazało) naszego synka!”

Kacper po latach wspominając czas żałoby, zwrócił uwagę na to jak postrzegane jest cierpienie kobiety a jak mężczyzny:

„Kiedy kobieta jest w ciąży, wszyscy się zachwycają, głaszczą po brzuszku. Do faceta nikt nie podejdzie i nie powie: dobra robota! (śmiech) Podobnie jest z utratą. Pocieszając żonę po poronieniu, zamykałem się na własne potrzeby. Wszyscy pytali się, jak się czuje Ela. Nikt nie przyszedł i nie zapytał się mnie, jak ja się w tym wszystkim odnajduję, jak się czuję? A mnie w środku, aż rozwalało, przecież byłem ojcem tego dzielnego, naszego rycerza. W głowie miałem jedno pytanie: czy można było zrobić dla niego coś więcej?”

Za pośrednictwem fundacji rodzice mogą skorzystać z różnych form wsparcia. Mężczyźni najczęściej dzwonią i pytają o różne formalności, ale też o to, co mogą zrobić dla swojej partnerki, jak jej pomóc. Doskonale pamiętam sytuację, gdy pomagałam jednemu tacie załatwić formalności związane z pochówkiem. Sprawa była skomplikowana, bo do poronienia doszło w domu. Trzeba było odpowiednio zabezpieczyć materiał genetyczny do badań. Tego dnia tata dzwonił kilka razy i przepraszał, że tak wydzwania ciągle z nowym pytaniem. Czuć było jego zaangażowanie i walkę. Po skończonej rozmowie wysłałam do tego taty SMSa: „jest Pan bardzo dzielny. Dziękuję za Pana walkę”. Odesłał mi ikonkę uśmiechu. Po 5 minutach zadzwonił i dał upust swoim emocjom, złamał kłamliwą zasadę, że „mężczyźni nie płaczą”. W naszej rozmowie tym razem skupiliśmy się już na jego emocjach i potrzebach.

Moje doświadczenie pracy w fundacji pokazuje, że ojcowie po stracie dzieci to cisi bohaterowie. Nie tacy z bajek i wyimaginowanej rzeczywistości, a prawdziwi z realnego świata emocji.

Drodzy Ojcowie dziękuję Wam za Waszą odpowiedzialność i za troskę, jaką obdarzacie Wasze partnerki, oraz walkę, jaką podejmujecie o godność Waszych nienarodzonych dzieci.  

Agnieszka Wodzyńska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*